ebooki

Z funus.net

Ebooki, jako alternatywę dla tradycyjnych książek, "odkryłem" zaledwie kilka miesięcy temu i od tego czasu bardzo mnie fascynują.

Spis treści

[edytuj] Serwisy tematyczne

Najczęściej zaglądam na prowadzony przez Roberta Drózda Świat Czytników[1]. Nie da się nie zauważyć silnego skrzywienia w stronę kindle'a, ale mimo to serwis jest użyteczny także dla użytkowników innych urządzeń. Oprócz artykułów dotyczących technologii, autor informuje także o aktualnych promocjach. Od niedawna jest tam też bardzo obiecująca porównywarka cen e-książek.

Parę razy odwiedzałem też eksiążki.org i prowadzony przez Justynę Zienkiewicz, studentkę specjalizacji "biblioteki cyfrowe", e-book.info.pl. Aktywność tych stron jakby zamarła w marcu 2012 r.

[edytuj] Księgarnie

[edytuj] Zagraniczne

  • O'Reilly - znane i zasłużone wydawnictwo publikuje ebooki bez DRM-ów i tego typu bzdetów. Godne polecenia. Książki głównie z zakresu informatyki i programowania.

[edytuj] Polskie

  • Virtualo.pl - sklep z ebookami należący do empiku. Wygląda całkiem do rzeczy. Dość szeroki, jak na krajowe warunki oczywiście, asortyment i słuszne kierunki rozwoju – najpierw namówił część wydawców na format Mobi bez DRM-ów ale ze "znakiem wodnym", bynajmniej nie dlatego, że zrozumieli absurd drm-ów, ale dlatego, że chyba nie mogą tego zrobić z plikami dedykowanymi dla kindle'a (Amazon bodajże nie udostępnia innym swoich drm-ów). Potem nakłonił ich (przynajmniej niektórych) do publikowania także ePubów bez DRM-ów. Jednak wciąż większość pozycji w księgarni to splugawione DRM-ami epuby i pdf-y. Wprowadzili też coś, o co miałem się nawet upomnieć: checkbox "bez DRM" w wyszukiwarce :) Brawo!
  • ebook.pl
  • ebookpoint.pl (link) - sklep Helionu, książki ze znakiem wodnym, głównie jakieś poradniki i takie tam
  • empik – i oni w końcu, w lutym bądź marcu 2012 r., po eksperymentach ze swoją spółką zależną prowadzącą sklep Virtualo, wstąpili do grona sprzedawców bezdeeremowych
  • Nexto.pl
  • Bookoteka - niewielki wybór raczej niszowych pozycji, znakowane.
  • Publio – otwarty w maju 2012 r. sklep Agory, spółki-właściciela Gazety Wybiórczej

[edytuj] Katalogi

[edytuj] Darmowe książki

W większej części to klasyka, do której prawa autorskie już wygasły. U nas na przykład powstała jakiś czas temu "Polska Biblioteka Internetowa", która za jakieś gigantyczne pieniądze z budżetu zdigitalizowała trochę klasyki. Następie coś się tam oczywiście pokałapućkało, PBI raz jakby umierało, to znów zmartwychwstawało, w końcu zostało przejęte, o ile mnie pamięć nie myli, przez Bibliotekę Narodową. Tych ebooków nie można jednak sobie z jakiejś strony instytucjonalnej ściągnąć, są za to jako "wypełniacz" w ofercie komercyjnych księgarni, przy czym niektóre (nexto) próbują nawet pobierać jakieś drobne opłaty za nie.

Po polsku: Orzeszkowa itp.).

  • Wolne Lektury
  • empik – darmowa klasyka (trzeba jednak założyć konto i zalogować się)
  • darmowe, głównie klasyka, do której prawa autorskie wygasły, plus trochę wydawniczego "śmiecia". Niestety, żeby ściągnąć takie darmowe ebooki trzeba i tak założyć sobie konto i "kupić" w normalnym trybie.
  • klasyka bez DRM
  • darmowe
  • po polsku – nieliczne pozycje po polsku na stronach Projektu Gutenberg

Po angielsku bądź jeszcze innemu:

[edytuj] Moje przemyślenia

  • Dostępne obecnie czytniki e-booków nie są jeszcze zbyt wygodne: nieporęczne, kruche, z nienajlepszym kontrastem i ograniczoną funkcjonalnością. Niemniej jednak mają podstawową zaletę: można mieć pod ręką całą bibliotekę. I to – jak dla mnie – przeważa.
  • Wydawcy, korzystając ze wczesnego etapu rozwoju rynku, usiłują wysmażyć sobie dodatkowe zarobki, a to próbując przywiązać właściciela czytnika do konkretnej księgarni, a to znowu sprzedając "zabezpieczone" różnymi DRM-ami czy innymi syfami książki. Choć za granicą niektórzy wyciągnęli wnioski z porażki idei DRM-ów w przypadku przemysłu muzycznego. U nas zaczęło się to zmieniać chyba dopiero od roku 2012.
  • DRM to nonsens. Ogranicza prawa i utrudnia życie legalnym użytkownikom, jednocześnie każdy "pirat", nawet techniczna noga, bez trudu znajdzie w sieci instrukcje, jak tego pseudozabezpieczenia się pozbyć. Odnoszę wrażenie, że wydawnictwa, nie orientując się za bardzo co-i-jak, owczym pędem idą w DRM-y, bo słyszały, że tak trzeba. Tym samym zniechęcają część nabywców, a jedyne podmioty, które na tym zarabiają, to firmy oferujące rozwiązania DRM (u nas głównie Adobe).

[edytuj] Rynek w Polsce

Rozwój rynku krajowego z punktu widzenia klienta i czytelnika obserwuję, co prawda niezbyt wnikliwie, począwszy od końcówki roku 2011 i muszę przyznać, że zachodzą na nim pozytywne zmiany. Początkowo ciężko było kupić cokolwiek niezabezpieczonego DRM-em (właściwie wyłącznie ADE, czyli Adobe Digital Editions), ale chyba równie ciężko wydawcom było te cuda techniki sprzedawać. Musieli więc przestać koncentrować się na realnych i urojonych zagrożeniach dla swych praw autorskich, a zacząć myśleć o potrzebach i wygodzie klientów.

Pierwszą jaskółką było wprowadzenie do oferty Virtualo formatu mobi ze znakiem wodnym. Zrobili to oczywiście z myślą o użytkownikach ponoć najbardziej u nas rozpowszechnionego czytnika, czyli kindle'a. Zagwozdzkę musieli mieć nielichą, no bo: 1) kindle nie obsługuje DRM-ów innych, niż własny Amazona; 2) Amazon chyba nie sprzedaje innym podmiotom oprogramowania do zabezpieczania książek w sposób czytelny dla kindle'a (a może sprzedaje, ale zbyt drogo? nie wiem). Chcąc więc dotrzeć ze swoją ofertą do kindlowców, wydawcy musieli zrezygnować z DRM-ów i zadowolić się tzw. znakiem wodnym.

Początkowo można więc było w tej samej księgarni kupić na przykład znakowane mobi i zamknięty DRM-em epub, co było dość głupie, bo istnieją narzędzia do konwersji z tego pierwszego do drugiego. Sam korzystałem z calibre żeby przekonwertować znakowane mobi do lepiej przez mój czytnik obsługiwanych epubów[2]. Na szczęście po dalszych kilku miesiącach nonsens tej sytuacji stał się oczywisty także dla wydawców, którzy zrezygnowali z DRM-ów także w innych formatach. Obecnie (maj 2012 r.) polskie książki są DRM-owane głównie w przypadku droższych i bardziej chodliwych pozycji, np. wydawnictwa prawnicze (jak wiadomo, prawo to nie to samo, co sprawiedliwość i pewnie także nie to, co uczciwość).

Kolejną głupotą jest próba sprzedawania różnych formatów tej samej książki jako osobnych książek. Dochodziło wręcz do takich sytuacji, że książka np. w formacie mobi była tańsza (promocja) niż ta sama w jako epub a ktoś, chcący posiadać wszystkie trzy formaty[3] musiałby przepłacić circa trzykrotnie... musiałby, gdyby nie to, że o wiele taniej było kupić jeden format i przekonwertować do innego. Niektórzy, jak helionowski niszowy ebookpoint.pl, od początku sprzedawali "wieloformatowo". W kwietnie 2012 r. do takiego modelu doszło także Virtualo, a to główny u nas gracz, więc jest już raczej tylko kwestią czasu, aż doszlusują doń pozostali.

przypisy
  1. Świat Czytników dawniej nazywał się Świat Kindle, ale że autor jest powiązany jakimś "programem partnerskim" z Amazonem, to musiał na życzenie tego ostatniego zmienić nazwę serwisu tak, by nie zawierała słowa kindle
  2. Muszę jednak przyznać, że konwersja nie była bezbłędna, np. z niektórych książek znikały niektóre ilustracje.
  3. Nie spotkałem w polskich księgarniach formatów innych niż epub, mobi i pdf.